Programista po godzinach

28 Wrz 2017

Zbiór opowiadań przedstawiający Warszawskie legedny w nowoczesnym wydaniu.

Był pierwszy dzień świąt, kiedy to się wydarzyło. Mama z babcią krzątały się w kuchni z obiadem, wykorzystałem więc chwilę przed przyjazdem gości i wyszedłem na dwór. Na podwórku zalegała kilkucentymetrowa warstwa śniegu. Było bardzo mroźno. Temperatura spadła do 10 stopni poniżej zera. Ręce, mimo założonych rękawiczek, momentalnie zamarzały. Nie przeszkadzało mi to jednak, a wręcz przeciwnie bardzo mi się podobało, uwielbiałem śnieg i nie mogłem się już doczekać przyjazdu wujka, z którym mieliśmy iść na sanki po obiedzie.


Niedaleko domu znajdował się lasek. Kilka lat temu pośrodku ludzie usypali górkę dla dzieci. Od tego czasu, co roku, wszyscy z okolicznych miejscowości, zjeżdżali w to miejsce. Momentami było tak tłoczno na stoku, że trzeba było odczekać dłuższą chwilę na ponowny zjazd. Dopóki żył dziadek, codziennie po szkole, chodziliśmy na górkę. Babcia w tym samym czasie gotowała obiad. Mama pracowała w firmie produkującej mrożonki. Co drugi dzień wracała po 22, przez co, prawie nigdy, nie odbierała mnie ze szkoły. Z tego powodu było mi bardzo smutno, ale nie załamywałem się i obiecałem sobie w duchu, że jak dorosnę będę utrzymywał całą rodzinę.


Śnieg trzeszczał pod stopami, położyłem się na ziemi i zacząłem robić orła. Nagle usłyszałem kroki. Szybko wstałem i spojrzałem w kierunku furtki. Stał przy niej starszy mężczyzna, jego twarz pokrywały zmarszczki. Na prawym policzku było widać zagojoną bliznę, ciągnąca się od kącika ust aż do górnej krawędzi warg. Pod kapturem skórzanego płaszcza nosił elegancki, czarny kapelusz i okulary. Przez dłuższą chwilę stał i przyglądał mi się, aż nagle zawołał..


-Chłopcze czy nie chciałbyś iść na sanki? Moi synowie już dawno dorośli, a wnuczków się nie dorobiłem.

-Nie wiem czy mama mi pozwoli, a Pana nie znam.

-Myślę że doskonale znasz, razem chodzimy na sumę do kościoła. Pamiętam jak podczas jednej mszy próbowałeś zabrać tace sprzed ołtarza, dokładnie 2 lata temu, ale to nie wszystko. Pierwsze dni po urodzeniu spędziłeś w inkubatorze. Żadne usg nie wykryło poważnej wady serca, z którą przyszedłeś na świat. Lekarze dawali tylko kilka dni życia, ale ku ich zdziwieniu po 2 pierwszych dobach, schorzenie nagle zniknęło. Wydarzył się cud, przynajmniej tak świeccy lekarze mówili i twoja mama.

-Skąd Pan o tym wie?

-Jestem jasnowidzem - na twarzy starszego mężczyzny malował się szeroki uśmiech.


Zawinięte wąsy podskoczyły do góry, odsłaniając pożółkłe zęby. - To jak będzie? Moja propozycja jest nadal aktualna. Po chwili zastanowienia, pobiegłem do domu i wróciłem z sankami. Mądry chłopiec- odrzekł starszy facet, poklepując mnie po ramieniu. Droga do lasu prowadziła pomiędzy kilkoma, wolno stojącymi gospodarstwami. Na samej ulicy znajdowały się tylko 4 domy. Latem wysypana żwirem po większych opadach przestawała zamieniała się w jedno wielkie rozlewisko. Okoliczni mieszkańcy walczyli o utwardzenie drogi, ale bezskutecznie. Gmina nie słuchała ich argumentów. Na szczęście dzisiaj pokrywała ją kilkucentymetrowa pokrywa śnieżna. Nogi wpadały w zaspy, przez co marsz trwał dłużej niż zwykle, ale mi to nie przeszkadzało, ani fakt pójścia z obcą osoba na sanki.


Po 15 minutach marszu dotarliśmy do domu “rudych”. Tak nazywali ich w mojej miejscowości mieszkańcy ze względu na kolor włosów. Spojrzałem w ich kierunku, rozglądając się czy nigdzie nie ma psów. Mieli zawsze otwarta bramę, przez co zawsze balem się przechodzić obok ich domu. Strach przed czworonogami był głęboko zakorzeniony w mojej głowie i utknął tam na wieki. Jak miałem 4,5 roku zaatakował mnie pies sąsiada. Była to suczka owczarka niemieckiego, miała już swoje lata, a czasy świetności dawno za sobą, lecz sąsiad nie potrafił się z nią rozstać. Wieczorami wypuścał ją bez smyczy. Bałem się wychodzić po zmroku bez rodziców, lecz jednego razu wymknąłem się z domu i poszedłem pograć w piłkę na boisko. Sąsiad mieszkał od razu przy szkole, w dobudowanym pomieszczeniu, w którym początkowo zamieszkiwała jedna z nauczycielek, a potem ona z mężem.


Tego wieczora było bardzo ciepło, powietrze nadal parowało mimo, że Słońce już zaszło. Po bardzo deszczowym lipcu, sierpień okazał się nad wyraz spokojny. Zerowe opady spowodowały bardzo niski poziom Wisły i susze. Najbardziej ucierpiały uprawy i lasy. Potężne pożary siały spustoszenie najbardziej w górach. Mi taka pogoda jednak nie przeszkadzała, wręcz przeciwnie nie tęskniłem za jesienią za zimą. Wszedłem na boisko niczego nie przewidując, zacząłem kopać piłkę. Nagle w mroku zauważyłem 2 małe światełka w odległości kilku metrów i odgłos sapania. Zacząłem je obserwować i gdy tylko zbliżyły się na kilka metrów ode mnie, przerażony porzuciłem piłkę i pobiegłem w stronę płotu. Zacząłem się wspinać powoli, aż nagle poczułem szarpnięcie do dołu. Pies złapał za nogawkę, a ja uderzyłem tyłem głowy o ziemię. Zwierzę momentalnie rzuciło się na mnie, nie zdążyłem nawet zakryć twarzy. Kły nagle wbiły się z ogromną siłą w ramię, poczułem okropny ból i metaliczny zapach. Bylem calkowicie oszołomiony, ledwo jeszcze broniłem się przed kolejnymi atakami. Kilka strużek krwi spływało z ramienia na policzek. W akcje desperacji z całej siły kopnąłem zwierzę jak najmocniej się dało w podbrzusze. Pies zawył z bólu i na chwilę morderczy ucisk puścił. Wstałem nie oglądając się za sobą i zacząłem biec. W rekordowym czasie dotarłem do domu, szybko zamknąłem drzwi i usiadłem, opierając się o nie plecami. Słyszałem ujadanie psa, niepewnie spojrzałem przez wizjer. Nic nic było widać.


Nieprzyjemne wspomnienie, lepiej o tym zapomnieć- rzekł mężczyzna, spoglądając na mnie

-Skąd Pan wie?

-Sam mi powiedziałeś teraz - odparł, uśmiechając się szeroko.

-Ale ja to mówiłem w myślach.

-Nie szkodzi, chodź już prawie jesteśmy na miejscu.

Przed nami roztaczał się bezkresny Las. Bujając w obłokach, nawet nie zauważyłem kiedy przekroczyliśmy jego granice. Biały puch zalegał na całej ścieżce, kilkucentymetrowa warstwa śniegu była tutaj zdecydowanie wyższa niż na otwartej przestrzeni. Zwolniliśmy kroku, na szczęście z pomiędzy drzew zaczęła się, wyłaniać polanka i usypana przez ludzi górka. Wyrwałem do przodu, zarzucając sanki na plecy. Moje kroki przypominały susy królika, ale były od niego o wiele wolniejsze. Spojrzałem na szczyt i rozejrzałam się wokół. Zacząłem się wspinać, starszy mężczyżna dopiero wyszedł na polankę. Ja w tym samym siedziałem już na sankach i przygotowywałem się do zjazdu. Stok górki miał łagodne zbocze. Z jej szczytu roztaczał się przepiękny widok na cały. Każde było przysypane białym puchem. Nikogo nie było wokół, oprócz pochowanych zwierząt po norkach, dziuplach i innych schronieniach.


Spojrzałem jeszcze raz w dół i wsiadłem na sanki, drewniana konstrukcja początkowo bardzo wolno nabierała prędkości, dopiero gdy byłem w połowie stoku, przyspieszyła. Kątem oka zauważyłem, wystający korzeń. Próbowałem skręcić, lecz było już za późno na ten manewr. Tuman śniegu wbił się w powietrze, a ja wraz z nim zrobiłem beczkę w powietrzu. Płatki śniegu nagle zawisły nieruchomo w powietrzu. Były na wyciągnięcie ręki, lecz sanki powoli opadły na ziemię. Widok wprawił mnie w zdumienie. Biały puch unosił się nad moją głową przez cały czas. Nie zauważyłem nawet jak podszedł do mnie staruszek.


- Nic Ci się nic stało? - zapytał z troską, lecz ja nie potrafiłem odpowiedzieć na to proste pytanie. Cały czas byłem pod wrażeniem, tego co się stało przed momentem.

-To nic nadzwyczajnego dla architekta.

-Jest Pan architektem?

-Tak projektuje czas i materię. To ja zatrzymałem twój upadek.

-Ale jak?

-Umysłem. Na całym świecie istnieje garstka ludzi, której umysły potrafią, dostroić się do częstotliwości gwiazd neutronowych. Jest to proces tzw. inwersji częstotliwości. Musisz mi uwierzyć na słowo, jak będziesz większy mogę Ci to wytłumaczyć. Na razie musisz przyjąć do wiadomości, że wszystko na świecie drga w odpowiedni sposób ze swoją powtarzalnością. To bardzo ważna własność materii...


Zrobiłem jeszcze większe oczy, słysząc kolejne słowa. Nic z tego nie rozumiałem po za tym, że starszy Pan posiada taką moc, która potrafi manipulować czasem i przestrzenią. Po powrocie do domu, dzień biegł swoim normalnym tempem: obiad z rodziną, pograłem chwilę na komputerze, umyłem się i poszedłem spać. Usnąłem dosyć szybko, byłem bardzo zmęczony wszystkimi wydarzeniami, a najbardziej spotkaniem z tajemniczym staruszkiem. Od razu po zamknięciu oczu w moim umyśle rysowały się różne kształty i przestrzenie. Nigdy przedtem nie miałem aż tylu snów jak tej jednej nocy. Nazajutrz wszystko wróciło do normy. Nikomu nie wspominałem o tym co przeżyłem, wiedziałem, że i tak nikt z rodziny mi nie uwierzy, dlatego aby o tym nie zapomnieć, od razu po śniadaniu spisałem swoje wspomnienia ze szczegółami. Notes z notatkami trzymałem przez kolejne lata cały czas w biurku, przykryty stertą szkolnych zeszytów. Dzięki temu nikt go nie odnalazł.


Warszawskie Legendy - Architekci Część 1 Warszawskie Legendy - Architekci Część 1 Warszawskie Legendy - Architekci Część 1
8 0
Szaman
490 dni temu
Ciekawe opowiadanie Estetyka przypomina trochę formy reklamowe wynalezione przez Allegro.
Odpowiedź
Drake
452 dni temu
Dziękuję
Sernik z ekspresowym musem z malin na orzechowym spodzie
o mnie
kontakt
współprace

NEWSLETTER




FACEBOOK



INSTAGRAM

#food #foodporn #pornfood #foodblogger #foodblog #polishblogger #polishboy #polishman #new#post #yummy #beauty #sexy #sexyfood #foodphotography #cleanfood #s4s #followme #tasty #mango #impossible #amazing #cheesecake #delicious #lime #cake #orgazm #follow #liczi #tajlandiachallenge

Post udostępniony przez Kamil Hajduk (@programistapogodzinach)



REKLAMA